— Oczywiście — powiedział sztucznie. — Posłuchaj, możemy chwilę porozmawiać przed ceremonią?
— O ugodzie?
Kolor zniknął mu z twarzy.
— Jakiej ugodzie?
— Tej, którą chciałeś mi podsunąć, kiedy będę zawstydzona obecnością gości.
Jego oczy stały się zimne.
— Nie wiem, kto ci coś nagadał, ale uważaj. To mój ślub.
— Właśnie dlatego przyszłam.
Za nim pojawiła się Alicja.
W sukni ślubnej wyglądała młodo, pięknie i bardzo przestraszenie. Miała twarz kobiety, która nagle zobaczyła pęknięcie na idealnym obrazie.
— Paweł? — zapytała. — Co się dzieje?
On odwrócił się natychmiast, mięknąc.
— Nic, kochanie. Magda jest zdenerwowana, tak jak mówiłem.
Słowa trafiły we mnie jak stary nóż.
Ale tym razem nie weszły głęboko.
Bo miałam nagranie.
— Alicjo — powiedziałam. — Nie znam cię. I nie przyszłam cię skrzywdzić. Ale zanim za niego wyjdziesz, powinnaś usłyszeć, kim on jest, kiedy myśli, że mikrofon jest wyłączony.
Paweł zrobił krok w moją stronę.
— Zamknij się.
Wokół nas zapadła cisza.
Nie dlatego, że krzyknął.
Właśnie dlatego, że nie krzyknął.
Powiedział to cicho, przez zęby, tak jak mówi się do kogoś, kto przez lata nauczył się bać tonu bardziej niż głośności.
Alicja cofnęła się o pół kroku.