— Już zapisuję kopię.
Chłopcy patrzyli na mnie z dołu, każdy trzymał mnie za jedną rękę.
— Mamo, coś się stało? — zapytał Filip.
Spojrzałam na nich.
Na ich gładko zaczesane włosy, czarne marynarki, poważne oczy. Dwa małe istnienia, które przez pięć lat uczyły mnie, że miłość nie jest uczuciem z kartek ślubnych, tylko czynnością powtarzaną codziennie, nawet gdy nie masz siły.
— Tak — powiedziałam. — Ale nie z nami.
Tomasz odezwał się znowu:
— On teraz mówi o chłopcach.
Zamarłam.
— Co mówi?
W słuchawce usłyszałam odległy, zniekształcony głos Pawła. Nie wyraźnie, ale wystarczająco, by rozpoznać ten ton — lekko rozbawiony, pewny siebie, ten sam, którym kiedyś mówił do mnie: „Magda, ty po prostu nie rozumiesz, jak działa świat”.
Tomasz przyciszył oddech.
— Powiedział: „Bliźniaki dobrze wyglądają na zdjęciach, Alicja chce mieć od razu pełny obraz rodzinny. Magda nie da rady długo ciągnąć sama. Jak jej pokażemy, że chłopcy będą mieli u nas lepiej, pęknie. A jeśli nie, zawsze można wrócić do jej epizodów depresyjnych.”
Przez chwilę nie czułam nic.
Absolutnie nic.
A potem przypomniałam sobie noc sprzed czterech lat, kiedy siedziałam na podłodze łazienki, płacząc tak cicho, żeby nie obudzić dzieci. Paweł przyszedł wtedy po rzeczy, zobaczył mnie i powiedział:
— W takim stanie sąd nigdy nie dałby ci pełnej opieki, gdybym chciał walczyć.
Nie walczył wtedy.
Nie dlatego, że mnie oszczędzał.
Tylko dlatego, że dzieci były małe, płakały w nocy i nie pasowały do jego nowego życia.
Teraz pasowały.
Do zdjęć.
Do historii o dojrzałym ojcu.
Do bajki, którą sprzedawał Alicji.
— Panie Tomaszu — powiedziałam cicho. — Czy panna młoda wie?
— Nie sądzę. Widziałem ją rano. Pytała, czy pani przyjdzie. Powiedziała, że bardzo się stresuje, bo Paweł mówił, że pani jest agresywna i może zrobić scenę.
Prawie się uśmiechnęłam.
Oczywiście.
Kiedy mężczyzna przygotowuje zdradę, najpierw przedstawia kobietę jako zagrożenie.
— Proszę wysłać nagranie na ten numer — powiedziałam. — I jeszcze jedno: czy mikrofon można puścić przez głośniki?
Tomasz milczał.
— Teoretycznie tak.
— Nie proszę pana o złamanie prawa. Proszę tylko, żeby prawda nie zniknęła, zanim on stanie przed ołtarzem.
Usłyszałam cichy wydech.