Spojrzała na mnie, potem na dzieci, potem na Marielę i skinęła głową, jakby nieufność była jedynym rozsądnym powitaniem w taką noc.
„Masz rację” – odpowiedziała. „Więc mi nie ufaj. Ale posłuchaj mnie szybko, bo twój mąż już zgłosił próbę porwania córki koleżanki i powiedział, że jesteś w szoku poporodowym”.
Poczułam, jak powietrze znika.
Lucia kontynuowała:
„A jeśli nie zrobimy tego dobrze, za godzinę będziesz wyglądać jak wariatka, która uciekła z dwójką noworodków. Więc powiedz mi tylko jedno: czy jesteś gotowa dowiedzieć się, kim naprawdę jest ta dziewczyna z 317-B?”
Przycisnęłam córkę do piersi.
Druga płakała w ramionach niani.
Mariela drżała, jakby miała zaraz zemdleć.
Podniosłam wzrok.
„Powiedz mi”.
Lucia otworzyła teczkę, wyjęła wydrukowane zdjęcie i położyła je na stole.
To była młoda kobieta, śpiąca na szpitalnym łóżku, z twarzą wciąż opuchniętą po porodzie.
A obok, w liście z akt:
Pokój 317-B
Pacjentka: Inés Ferrer
Status: Przedłużone znieczulenie na prośbę upoważnionego członka rodziny
Spojrzałem ponownie na zdjęcie.
Potem nazwisko.
I poczułem, jakby świat pchał mnie do przodu.
Bo Inés Ferrer nie była obca.
Była córką senatora Ferrera.
Człowieka, któremu Arthur zawdzięczał całą swoją karierę.