„Ale… może… czy nie ma jeszcze szansy?”
„Proszę pani, w tym momencie trzymanie go pod opieką może tylko przedłużać nieuniknione”.
Skinęłam głową. „Zastanowię się… nad tym”.
Kiedy powiedziałam Diane, wzięła mnie za rękę i powiedziała: „Musisz myśleć o Leo. Mark nie chciałby, żeby jego syn tak go zapamiętał”.
To bolało bardziej niż słowa lekarza.
„Czy nie ma jeszcze szans?”
Nic wtedy nie podpisałam, ale pozwoliłam im porozmawiać o czasie, przygotowaniach i tym, co będzie dalej.
Tego wieczoru siedziałam cicho przy łóżku, gdy Leo zeskoczył z narożnika i podszedł do Marka.
„Tato” – wyszeptał. „Nie martw się. Nadal nie zdradziłem mamusi sekretu”.
Dreszcz przeszedł mnie po plecach. Leo prawie się nie odzywał od kilku dni!
„Leo? O jakim sekretze mówisz, kochanie?”
Wzdrygnął się tak mocno, że wyglądało, jakbym go uderzyła. „Nic”.
„Nadal nie zdradziłam mamusi sekretu”.
„Leo…”
„To była tajemnica, mamusiu. Nie mogę powiedzieć”. Cofnął się i znów ścisnął plecak.
Powinienem był naciskać. Teraz to wiem. Ale byłem tak skrajnie zmęczony, tak skrajnie wyczerpany bólem wywołanym oczekiwanym żalem, że nie miałem siły, żeby kogokolwiek o cokolwiek prosić.
W drzwiach Caleb zatrzymał się z kartą Marka w ręku.