Caleb był naszym pielęgniarzem nocnym przez większość tygodnia. Lubiłem go. Był cichy i delikatny, miał dobre spojrzenie. Traktował też Leo z szacunkiem, mimo że większość personelu traktowała go raczej jak ozdobę.
„To była tajemnica, mamusiu. Nie wiem”.
Zerknął na Leo, a potem na mnie. „Czy czegoś potrzebujesz, zanim podam mu płyny?”
Wstałem. „Nie. Dziękuję. Chyba tylko trochę rozprostuję nogi”.
Skinął głową i podszedł do maszyn.
***
Następnego ranka wręczyli mi formularz DNR. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że nie mogłam nawet utrzymać długopisu.
„Nie przeżyje nocy” – powiedział lekarz.
Skinęłam głową.
Podali mi formularz DNR.
Krótko po tym, jak go podpisałam, zebraliśmy się, żeby pożegnać Marka.
Lekarz wszedł i powiedział: „Wiem, że to bolesne, ale jak będziesz gotowa, zaczniemy”.
Uklękłam obok Leo i wyszeptałam: „Czas pożegnać się z tatą”.
Dolna warga Leo zadrżała, ale nie płakał.
Diane pogłaskała go po ramieniu. „Bądź dzielna, kochanie”.
W sali zapadła cisza. Jedna pielęgniarka odwróciła się, a druga otarła oczy. Lekarz podszedł do maszyn. Sięgnął po włącznik.
„Nie!” Głos Leo przeciął salę. Złapał lekarza za rękę.