„Dobra, kolego, włączasz?”
Kolana prawie się pode mną ugięły. Dźwięk jego życia, całego, ciepłego, wydobywający się z tego dyktafonu po dwóch tygodniach ciszy był tak szokujący, że aż brutalny.
Leo przyłożył dyktafon do ucha Marka.
Odpowiedział cichszy głos Leo, jasny i dumny. „Włączam, tato”. Powiedz to.”
Mark się roześmiał.
„Cześć, Annie” – powiedziało nagranie. „Jeśli Leo wykonał swoją pracę i nie zepsuł niespodzianki, to wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy.”
Moja ręka powędrowała do ust. Nie mogłam oddychać.
Leo zaczął płakać bezgłośnie, łzy spływały mu po twarzy, gdy trzymał dyktafon.