Za nami Diane wyszeptała: „To okrutne. A co, jeśli to nic nie znaczy?
Coś we mnie w końcu pękło.
Przez dwa tygodnie pozwalałam wszystkim mówić ponad moim żalem. Wokół mojego żalu. W moim żalu. Lekarzom ze statystykami. Rodzinie z poradami. Ludziom mówiącym mi, czego chciałby Mark, czego potrzebuje Leo, jak wygląda akceptacja.
Wstałam i stanęłam twarzą do Diane.
„To okrutne. A co, jeśli to nic nie znaczy?
„Nadzieja bywa okrutna” – powiedziałem – „ale wolę wiedzieć, że próbowałem, że zrobiłem wszystko, co mogłem, niż siedzieć z żalem i zastanawiać się, czy ta jedna szansa to wszystko, czego Mark potrzebował, żeby do nas wrócić”.
Patrzyła na mnie, jakbym ją spoliczkował.
Potem chwyciłem podkładkę lekarza, która upadła na podłogę. Wyjąłem podpisany wcześniej formularz DNR i podarłem go.
„Nikt nie będzie rozważał ponownego odłączenia podpór, dopóki nie powtórzy się wszystkich badań z głosem Leo i tym nagraniem”.
Lekarz skinął głową.
„Nadzieja bywa okrutna”.
Leo ostrożnie wspiął się na krzesło, żeby…
Położyłem się na łóżku. Pomogłem mu wsunąć jego małą dłoń w większą dłoń Marka, miękką i ciepłą.
„Powiedz to jeszcze raz” – wyszeptałem.
Leo nachylił się bliżej, łzy wciąż zasychały mu na policzkach.