Zanim ktokolwiek zdążył go powstrzymać, rozpiął plecak.
Pielęgniarka zrobiła krok naprzód. „Kochanie, nie możesz…”
Ale Leo już sięgał do środka. Wyciągnął coś czarnego i prostokątnego. Na tyle ciężkiego, że potrzebował obu rąk, żeby to utrzymać.
Dyktafon.
„Wiem, co robić”.
Ściskało mnie w żołądku. Nigdy wcześniej nie widziałam tego konkretnego dyktafonu i nie miałam pojęcia, skąd mógł go wziąć.
„Leo… skąd go masz?”
Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. „Zrobiliśmy to z tatą. Mamo, jeden mężczyzna powiedział, że to obudzi tatę”.
Wtedy atmosfera w pomieszczeniu się zmieniła, a wszyscy w jednym oddechu przeszli od żalu do przerażenia.
„Który mężczyzna?” zapytałam.
„Mamo, jeden mężczyzna powiedział mi, że to obudzi tatę”.
Leo odwrócił się i wskazał na drzwi.
Caleb stał tam w marynarce, jakby właśnie skończył dyżur.
Diane odwróciła się. „Kazałaś mu to zrobić?”
Lekarz zesztywniał. „Proszę wyjaśnić, siostro Caleb”.
Caleb nie odpowiedział. Zamiast tego spojrzał na mnie.
„Podsłuchałem Leo”.
Rozmawiałem z Markiem wczoraj wieczorem o tajemnicy” – powiedział. „Tętno Marka się zmieniło. Znów się to stało, kiedy Leo wspomniał o tym wcześnie rano”.
„Kazałeś mu to zrobić?”
Lekarz wyprostował się. „To niekoniecznie oznacza przytomność”.
„Nie” – powiedział Caleb. „Ale zanim usuniesz podparcie, myślę, że zasługuje na to, żeby zobaczyć to, co ja”.
Leo przyłożył dyktafon do ucha Marka. Następnie nacisnął przycisk odtwarzania.
Przez sekundę słychać było tylko szum.
Potem głos Marka wypełnił pomieszczenie.