„Przyprowadź go.”
Biuro Estebana znajduje się za matowymi szklanymi drzwiami z napisem „Kierownik ds. Nocnych Operacji”, jakby biurokracja mogła wybielić to pomieszczenie. W środku wszystko jest dokładnie takie, jak się spodziewasz: fotel ze sztucznej skóry, motywująca tabliczka, ekspres do kawy, woda kolońska o gęstości wystarczającej, by zagłuszyć zapach dezynfekcji z korytarzy. Na kredensie stoi oprawione zdjęcie Estebana na polu golfowym z mężczyznami, którzy prawdopodobnie uważają się za self-made. Na biurku stoi jeszcze ciepła niszczarka.
Rafa kładzie obok niego dysk twardy.
„Masz jedną szansę, żeby się przydać” – mówisz do Estebana. „Otwórz szafkę”.
Śmieje się, ale śmiech jest już słaby. „Nie możesz po prostu wejść tu i udawać samozwańczego strażnika, bo jakaś żałosna historia w holu cię zdenerwowała. To jest biznes. Ludzie są karani. Ludzie są karani za naruszenie procedur. Może matka nauczyła dzieciaka, co mówić”.
Wpatrujesz się w niego.
Potem obchodzisz biurko, podnosisz oprawione zdjęcie golfowe i rozbijasz je z taką siłą, że szkło rozbija się o drewno. Esteban podskakuje. W pomieszczeniu zapada cisza, przerywana jedynie ostatnim zgrzytem niszczarki.
„To ja tu rządzę” – mówisz.
Po raz pierwszy w nocy całkowicie ci wierzy.
Otwiera szafkę.
W środku znajdują się akta, koperty, raporty kadrowe, formularze korekt wynagrodzeń, kserokopie dokumentów tożsamości, podpisane, puste zawiadomienia dyscyplinarne oraz skrytka z banknotami owiniętymi opaskami na banknoty w kwotach zbyt małych, by należały do kadry zarządzającej hotelem, i zbyt dużych, by mogły należeć do przypadku. Jest też stos formularzy oznaczonych jako „dobrowolna elastyczność harmonogramu”, każdy z nich to labirynt prawniczego języka, zaprojektowany tak, by wyglądał nieszkodliwie dla wyczerpanych pracowników podpisujących się pod jarzeniówkami o 2:00 w nocy.
Na jednym z nich widnieje nazwisko Caroliny Reyes.
Niepodpisane.