Wzrok Estebana wędruje na mężczyzn, którzy ci towarzyszą, a potem na recepcję, gdzie nikt nie ma odwagi udawać, że już nie słucha. Hol zmienił się w ciągu ostatnich sześćdziesięciu sekund. Nadal jest piękny, nadal ciepły, z miodowym światłem i drogimi kwiatami, nadal delikatnie pachnie polerowanym kamieniem i pieniędzmi. Ale teraz pachnie też chwilą tuż przed tym, jak coś się zepsuje.
Ximena poprawia się na krześle.
Klękasz ponownie, tak że twój głos dociera tylko do niej. „Czy rozmawiał dziś wieczorem z twoją mamą?”
Kiwa głową.
„Czy ją wystraszył?”
Kolejne skinienie, tym razem słabsze.
Esteban odchrząkuje. „Proszę pana, z całym szacunkiem, to niewłaściwe. To dziecko nie powinno przebywać w holu. Kazano jej zostać w pokoju dla personelu. Jej matka złamała zasady, przyprowadzając ją do pracy”.
No i proszę.
Nie troska, nie pośpiech, nawet nie tania imitacja współczucia. Po prostu odruch człowieka, który zrobił karierę, przekuwając własne wybory w cudze łamanie zasad. Znałeś takich mężczyzn w magazynach, w biurowcach, w ratuszu, w sklepach osiedlowych z kratami w oknach. Wszyscy noszą różne garnitury, ale wszyscy sięgają po tę samą tarczę: zasady.
Ximena nagle się odzywa, zanim zdążysz ją powstrzymać.
„Powiedział, że jeśli moja mama będzie sprawiać kłopoty, to nie będzie tu już pracować”.
Wszystkie spojrzenia w holu kierują się na Estebana.
Szybko dochodzi do siebie, ale niewystarczająco szybko. „Dzieci ciągle źle rozumieją rozmowy dorosłych”.
Podbródek Ximeny drży, choć walczy z tym. „Nie zrozumiałam źle. Słyszałam cię. Kazałaś jej coś podpisać”.
Mięsień drga w szczęce Estebana.