Goście zatrzymują się przy windach. Portier gapi się na nich otwarcie. Jedna z recepcjonistek wygląda, jakby miała się rozpłakać albo od razu zrezygnować. Prawie słychać, jak wszyscy w pokoju zastanawiają się, co ten hotel oznacza, co zignorowali, ile brzydoty może kryć się za czystym szkłem.
Unosisz rękę w stronę Rafaela, nie odwracając się. „Znajdź ochronę”.
Kontrola. Zbierz nagrania z sal obsługi, piwnicy, sprzątaczki, działu płac, biura kierownika. Natychmiast”.
Rafa kiwa głową i znika.
Wskazujesz na Teresę, która przez cały czas stała cicho przy wejściu, w ciemnym garniturze wilgotnym od deszczu na ramionach. „Przynieś to jedzenie dla dziecka, coś ciepłego i nie spuszczaj jej z oczu”.
Palce Ximeny natychmiast zaciskają się na twoim rękawie. „Nie zostawiaj mojej mamusi”.
Uścisk jest delikatny. Prośba nie.
Kucasz na tyle, żeby mogła wyraźnie widzieć twoją twarz. „Nie zostawię”.
To nie jest obietnica, którą składasz lekkomyślnie.
Odwracasz się do Estebana. „Zabierz mnie do Karoliny”.
Jego oczy błyskają. „Pracuje”.
„Nie” – mówisz. „Jest ukryta”.
Nic nie mówi.
Robisz krok w jego stronę, nie szybko, nie groźnie, po prostu pewnie. „Możesz mnie tam odprowadzić albo mogę otworzyć to miejsce pokój po pokoju, podczas gdy inspektorzy pracy, policja i zarząd twojej firmy wysłuchają każdego pracownika, któremu groziłeś. Obie wersje mi odpowiadają. Wybierz tę, która boli mniej”.
Esteban próbuje jeszcze raz odegrać przed publicznością małą rolę. „Nie wiem, za kogo się uważasz”.
To w końcu jest prawie zabawne.