Zapalenie płuc, potwierdzają lekarze, wykryte wystarczająco wcześnie, by leczyć bez tragedii, ale wystarczająco późno, by udowodnić, jak blisko była zasłabnięcia w miejscu o wiele mniej szczęśliwym niż monitorowany pokój. Kiedy odwiedzasz ją drugiego wieczoru, próbuje za szybko wstać i za bardzo podziękować. Ximena rysuje obok łóżka pożyczonym markerem, z językiem przyciśniętym do kącika ust w skupieniu.
„Nie jesteś mi winna wdzięczności” – mówisz Carolinie. „Należała ci się pensja, odpoczynek i podstawowa ludzka przyzwoitość na długo przed moim przyjściem”.
Spogląda na koc na kolanach. „Mimo to. Przestałaś”.
Wdzięczność od ludzi, którzy zostali osaczeni, może wydawać się oskarżeniem wobec reszty świata. Przyjmujesz ją ostrożnie.
„Powinienem był to zauważyć wcześniej” – mówisz.
Carolina przez chwilę przygląda się twojej twarzy, jakby sprawdzała, czy mówisz poważnie. Potem kiwa głową. „Może. Ale zobaczyłeś to, kiedy to miało znaczenie”.
Ximena zeskakuje z krzesła dla gości i podaje ci kartkę papieru.
To rysunek gigantycznego hotelu, na którym pada deszcz. W holu na ławce siedzi drobna dziewczynka w zielonej kurtce, kobieta na noszach i bardzo wysoki mężczyzna w ciemnym płaszczu, narysowanym z niemożliwymi ramionami i kwadratową szczęką, która wygląda, jakby mogła zablokować ruch uliczny. Nad całą sceną, starannie drukowanymi literami, napisała: MOJA MAMA NIE ZNIKNĘŁA.
Wynegocjowałeś przejęcia warte setki milionów.