Ujął moją dłoń.
Podałam mu ją.
Jego palce były lekkie jak papier.
„Elise…”
„Jestem tutaj”.
Uśmiechnął się.
„Twój ojciec byłby z ciebie dumny”.
Płakałam cicho.
„Dziękuję, panie Delorme”.
Słabo uścisnął moją dłoń.
„Żyj. Nigdy nie odpłacaj za dobroć strachem”. Odpłać jej, stając się wolną.
To były jej ostatnie słowa.
Na pogrzeb przyszła cała jej rodzina.
Jej siostrzeńcy mieli na sobie czarne płaszcze, ich twarze były ponure, a oczy pełne jadu.
Patrzyli na mnie jak na złodziejkę.
Ale tym razem nie odwróciłam wzroku.
Po ceremonii Maître Vasseur odczytał ostateczne postanowienia.
Wszystko było legalne.