Potem otworzyłem.
A tam…
Zamarłem.
Sypialnia była pusta.
Łóżko było idealnie pościelone.
Nikt się mnie nie spodziewał.
Na stoliku nocnym stała tylko filiżanka jeszcze ciepłej herbaty ziołowej, mała zapalona lampka i kremowa koperta umieszczona w widocznym miejscu.
Widniało na niej moje imię.
Elise.
Powolnym, eleganckim, niemal drżącym pismem.
Moje palce zawahały się, zanim podniosły kopertę.
Na pierwszej stronie dopisano zdanie:
„Nie bój się mnie”.
Serce mi zamarło.
Otworzyłam ją.
W środku był list.
Elise,
Wiem, że nie wybrałaś tego małżeństwa.
Wiem też, co musisz o mnie myśleć. Być może już mnie nienawidzisz. Nie winię cię.
Ale zanim mnie osądzisz, chcę, żebyś wiedziała jedno: nie kupiłam cię.
Nie wyszłam za mąż, żeby odebrać ci młodość, ciało czy wolność.
Jeśli po przeczytaniu tego listu zechcesz odejść, drzwi pozostaną otwarte.
Nie jesteś tu więźniem niczego.
Usiadłem na skraju łóżka.
Czytałem, ale mój wzrok się rozmazywał.
W tym momencie drzwi łazienki