„Tutaj nikt cię nie kupi. Nikt cię nie zmusi. Najpierw odetchniesz. Potem odbudujemy.”
Tego wieczoru, zamykając niebieskie okiennice dużego domu, coś zrozumiałam.
Moja matka myślała, że wysyła mnie do piekła.
Ja też.
Ale piekło nie zawsze było takie, jak sobie wyobrażaliśmy.
Czasami w strachu, w ubóstwie, w milczeniu kobiet, które uważają, że nie mają prawa odmawiać.
A czasami osoba, którą uważamy za nasze więzienie…
jest tą, która trzyma klucz.
Nigdy nie zapomniałam pana Henriego Delorme.
Nie jako męża.
Ale jak mężczyzna, który pod koniec życia postanowił przekształcić swoją samotność w azyl.
A ja, dziewczyna, którą wszyscy uważali za sprzedawczynię…
Stałam się tą, która otwierała drzwi.