W rzeczywistości znalazłem się w centrum ostatecznej bariery.
Ale historia na tym się nie skończyła.
Tydzień później do domu przybył mężczyzna w ciemnym płaszczu.
Nazywał się Maître Laurent Vasseur.
Notariusz z Limoges.
Przywitał mnie z powagą, która mnie przeraziła.
„Madame Delorme, zajmuję się majątkiem pani męża”.
Zesztywniałem na dźwięk tego słowa.
Mąż.
Nadal nie wiedziałem, co o tym myśleć.
Panie
Pan Delorme poprosił ją, żeby usiadła w salonie.
Notariusz wyjął kilka dokumentów ze swojej skórzanej teczki.
„Czas, żeby wiedziała wszystko” – mruknął pan Delorme.
Maître Vasseur spojrzał na mnie.
„Proszę pani, zgodnie z autentycznym testamentem pan Delorme ustanawia panią jedyną spadkobierczynią swojego domu, ziemi, firmy i większości swoich kont”.
Świat się zatrzymał.
„Przepraszam?”
Zerwałam się na równe nogi.
„Nie. Nie mogę tego przyjąć”.
Pan Delorme nie ruszył się z miejsca.
„Musi pani przyjąć”.
„Ale dlaczego ja? Ma pani rodzinę”.
Na te słowa jego twarz pociemniała.
Notariusz otworzył kolejną teczkę.