Wchodziłem powoli po wyłożonych wykładziną schodach. Leo, Grant, Chloe i Toby instynktownie się cofnęli, zbyt późno zdając sobie sprawę, że wyjścia są zablokowane. Złapałem garść opasek zaciskowych z mojego pasa taktycznego i rzuciłem je Vance’owi pod nogi.
„Przywiąż je do krzeseł, Elias” – rozkazałem, a mój głos przeciął pomieszczenie niczym skalpel. „Albo połamię palce”.
Vance spojrzał mi w oczy, zobaczył otchłań wpatrującą się w niego i natychmiast padł na kolana, gorączkowo przypinając spadkobierców opaskami zaciskowymi do ciężkich, skórzanych foteli. Zaczęli szlochać.
„Jestem kobietą, która spędziła dziesięć lat w rządowym „czarnym” sektorze, Julianie” – powiedziałam, wkraczając w jego przestrzeń osobistą. Pachniał strachem, potem i stęchłą szkocką. „Obalałam całe suwerenne reżimy za mniej niż to, co twój rozpieszczony syn zrobił mojej córce”.
Arogancka fasada Juliana rozpadła się w proch. Spojrzał na nożyce, a potem na pendrive. „Ja… dam ci dziesięć milionów! Pięćdziesiąt milionów! Cokolwiek chcesz, podaj tylko cenę!”
Uniosłam nożyce ogrodowe, metal zatrzasnął się ostro zaledwie o cal od jego ucha. Wzdrygnął się, jęcząc.
„Myślałeś, że moja córka jest nikim, bo jej matka sprzedaje lilie” – wyszeptałam, a zimna stal musnęła jego szczękę. „Zapomniałeś sprawdzić, dlaczego kobieta z moim specyficznym DNA ukrywałaby się w kwiaciarni. Nie ukrywałam się przed prawem, Julian. Ukrywałam się przed potworem, w którego się zamieniam, gdy ktoś dotyka tego, co moje”.
Uniosłam srebrny pendrive. „Nie odcięłam ci prądu dzisiaj wieczorem. Dziesięć minut temu wysłałam nagranie twojego syna z ataku, wraz z czterdziestoma gigabajtami twoich nielegalnych zagranicznych rejestrów podatkowych, rejestrów korupcyjnych i akt szantażu, do wszystkich głównych mediów, do każdego twojego darczyńcy politycznego i do każdego prokuratora federalnego w kraju. Twój status „nietykalnego” właśnie wygasł. Oficjalnie jesteś ofiarą”.
Właśnie gdy odwróciłam się, by odejść od nich, by ujrzeć rój policyjnych syren, słyszałam już w oddali wycie, zza drzwi dobiegł ciężki, boleśnie znajomy głos.
Stał tam mężczyzna w eleganckim, ciemnym garniturze, ze złotym insygnium rządowym przypiętym do klapy.
„Kruku?” – zapytał dyrektor Miller, a w jego głosie mieszała się podziw i głęboka irytacja. „Nie miałeś zostawić tak dużego zasięgu. Agencja nie jest zadowolona”.
Cena zemsty