Wzięła drżący oddech.
„Bo byłam zazdrosna. Bo nie mogłam znieść faktu, że moja młodsza siostra zarabia więcej ode mnie, nigdy tego nie okazując. Nie mogłam znieść myśli, że będę cię potrzebować”. Wymyśliłam więc wersję, w której to ja byłam na górze. W której to ja odniosłam sukces. W której ty… ty byłaś na dole.
Wszystkie te drobne przytyki z tamtych lat powróciły falą.
Czy nadal siedzisz w swoim malutkim mieszkaniu?
Na szczęście nie każdy żyje po to, żeby pracować.
Przynajmniej nie masz dzieci, masz mnóstwo czasu, żeby zarabiać pieniądze.
Żarty, które nigdy tak naprawdę nie były żartami.
— Nauczyłam się
„To wina Lucasa, że cię nie szanuje” – kontynuowała. „Zrobiłam z ciebie pośmiewisko. A kiedy powtórzył to przed wszystkimi… Wolałam ratować twarz, niż cię bronić”.
Zamilkłam.
Potem powiedziałam:
„Nie zamierzam wszczynać postępowania egzekucyjnego”.
Jej twarz zbladła.
„Co?” – szepnęła.
„Nie będę cię eksmitować. Restrukturyzuję pożyczkę”.
Zaparło jej dech w piersiach.
„Nie rozumiem”.
„Od przyszłego miesiąca będziesz płacić 2800 euro zamiast 2400. To pokryje zaległości. Zapłacisz w ustalonym terminie. Po zakończeniu okresu kredytowania cena wykupu pozostaje bez zmian. Bez dopłat. Bez dodatkowych przysług”.
„Claire…”
„Jeszcze nie skończyłam”.
Natychmiast zamilkła.
„Publicznie przeprosisz” – powiedziałam. „W Wigilię. Przy wszystkich. Powiesz prawdę. Powiesz, że nazwałaś mnie służącą. Powiesz, że Lucas powtórzył to, bo słyszał, jak to powiedziałaś. I powiesz wszystkim, że ten dom prawnie należy do mnie”.
Wyraźnie usłyszałam jej powracający strach.
„Claire…”
„To moje warunki. Prawda i zapłata. W przeciwnym razie podejmuję działania”.
Długa cisza.
Potem, bardzo cicho:
„Dobrze. Zrobię to”.
„Jeszcze jedno” – dodałam zimnym głosem. „Jeśli jeszcze raz usłyszę to od ciebie, jeśli Lucas znów będzie mnie namawiał do braku szacunku, jeśli spóźnisz się choć jeden dzień – tylko jeden, Elodie – nie będę się dłużej wahać”.
„Rozumiem” – wyszeptała. „Przysięgam”.
Zadzwoniłam do Maître Delorme i podyktowałam mu nowe warunki.
„Niech będą szczelne” – powiedziałam. „Żadnych dwuznaczności. Bez miejsca na błąd”.
Grudzień minął szybciej, niż bym sobie tego życzyła.
Rodzina znów zaczęła wysyłać przepisy, zdjęcia z jarmarku bożonarodzeniowego, zupełnie zwyczajne wiadomości, jakby upokorzenia nie miały pamięci. Mama dzieliła się pomysłami na świąteczne polana. Wujek Bernard opowiadał przeciętne dowcipy. Sandrine wrzucała selfie z gór.
Élodie ze swojej strony pisała do mnie tylko raz w miesiącu: