W głębi duszy czułem się, jakbym miał w piersi cały ul.
Ale palce mi nie drżały.
Przeczytałem to raz. Dwa razy. Potem wysłałem.
E-mail został wysłany o 23:46.
W ciszy mojego mieszkania, podczas gdy ból w obojczyku wciąż pulsował, zrozumiałam coś z niemal brutalną jasnością:
Znalazłam już zbyt wiele publicznego upokorzenia.
Nie zniosę więcej.
CZĘŚĆ 2
O 7:12 następnego ranka mój telefon zaczął wibrować na kuchennym stole, kiedy nalewałam kawę.
Élodie.
Widziałam, jak ekran się zapala, gaśnie i znowu się zapala.
Pozwoliłam jej zadzwonić trzy razy, zanim przeczytałam wiadomość od Adriena.
Claire, co się dzieje? Dzwoni nasz bank, doradca mówi, że jest klauzula przyspieszenia, że całe saldo jest należne w ciągu dziesięciu dni. Musi być jakiś problem.
Błąd.
Napiłem się kawy.
Potem odpisałem.
Nie ma pomyłki. Jestem twoim kredytodawcą hipotecznym. Spóźniasz się od czterdziestu siedmiu dni. Żądam pełnej spłaty.
Pojawiły się trzy kropki. Zniknęły. Potem znowu się pojawiły.
Kim jesteś?
Przeczytaj jeszcze raz akty notarialne podpisane u notariusza. Nie masz standardowego kredytu bankowego. Masz zabezpieczony kredyt rodzinny. Nieruchomość jest na moje nazwisko.
Trzy minuty ciszy.
Potem:
Nie możesz tego robić z powodu absurdalnej kłótni przy stole.
Zacisnęłam szczękę.
Nie chodzi o kolację. Chodzi o czterdzieści siedem dni niezapłaconego czynszu i lata bycia traktowaną jak służąca w domu, który należy do mnie.
Élodie oddzwoniła natychmiast.
Tym razem odebrałem.
„Claire, proszę cię” – zaczęła piskliwym, niemal zduszonym głosem. „O co chodzi? Właśnie dostaliśmy telefon, mówią o formalnym wezwaniu, natychmiastowej płatności…”
„List został wysłany dziś rano” – odpowiedziałam. „Dostaniesz go dzisiaj”.
„Nie mówisz chyba poważnie”.
„Tak, mówię. Absolutnie”.