„Co masz na myśli, mówiąc, że to nie jej dom?”
„To mój. Kupiłam ten dom. Spłaca mi go w ratach. Czterdzieści siedem dni opóźnienia”.
Jej twarz zbladła.
„Nie to mówiła mi Élodie… Powiedziała, że pomogłaś im z zaliczką. Że pożyczkę dostali głównie sami”.
„Élodie skłamała” – powiedziałem. „Albo powtarzała kłamstwo tak wiele razy, że w końcu w nie uwierzyła. Ale prawnie nieruchomość jest na moje nazwisko”.
Coś błysnęło w oczach mojej matki. Jeszcze nie skrucha. Najpierw zdziwienie. Dopiero potem, być może, cień wstydu.
„Nie wiedziałam” – powtórzyła cicho.
„Oczywiście” – powiedziałem. Łatwiej było uwierzyć, że jestem dziewczyną, która zadowala się małym.
Jej wzrok nagle stwardniał, jak stary odruch.
„Jesteś mściwa”.
„Nie. Po prostu wypełniam umowę”.
„Czego chcesz?” – zapytała.
Zapytała, nagle zmęczona. „Przeprosić?”
„Chcę 298 000 euro w ciągu dziesięciu dni” – odpowiedziałem. „Albo chcę odzyskać dom”.
Jej twarz się skrzywiła.
„To niemożliwe”.
„To niech się pakują”.
Spojrzała na mnie, jakby nie poznawała już kobiety przed sobą.
„Stałaś się okrutna” – mruknęła.
Poczułam, jak budzi się we mnie stary odruch. Ten, który nakazuje ci się kłócić, usprawiedliwiać, udowadniać, że nadal jesteś tą miłą, rozsądną, porządną dziewczyną.
Nie pozwoliłam jej się odezwać.
„Nie, mamo. Stałam się stanowcza. To nie to samo”.
Wyszła, trzaskając drzwiami.
Trzy dni później zadzwonił do mnie Maître Delorme.
„Zasięgnęli rady” – powiedział. „Chcą negocjować”.
„Z czym?”
„Pięćdziesiąt tysięcy euro natychmiast. Następnie wznowienie miesięcznych płatności i spłata zaległości z sześciu miesięcy. W zamian proszą o odstąpienie od natychmiastowego żądania zapłaty i zajęcia”.
Spojrzałem na białą ścianę nad biurkiem.
Wyobraziłem sobie idealną kuchnię Élodie, jej świecę przy zlewie, jej neutralny dywan, jej wiklinowe koszyki, wygodę, którą nosiła jako osobiste osiągnięcie.
„Mieli czterdzieści siedem dni na zapłatę”.
„Jako prawnik muszę panu przypomnieć, że egzekucja hipoteczna to długi i żmudny proces”.
„A jako człowiek” – odpowiedziałem – „muszę panu powiedzieć, że nie pozwolę, by traktowano mnie jak służącą w domu na moje nazwisko”.
Krótka cisza.
„Rozumiem, że to nie”.
— Nie.