Sandrine z telefonem.
Moja mama, sztywno na krześle.
Adrien, bledszy niż zwykle.
Usiadłam.
Tym razem moje miejsce nie znajdowało się na końcu stołu, przy kredensie, niczym wygodny dodatek.
Stałam pośrodku.
Moja mama chciała coś powiedzieć, ale Élodie stanęła przed nią.
Cisza się zmieniła.
To już nie była kpiąca cisza z poprzedniego miesiąca.
To było spojrzenie ludzi, którzy czują, że nie można oderwać wzroku.
„Mam coś do powiedzenia” – zaczęła Élodie.
Jej ręce lekko drżały.
Spojrzała na Lucasa, potem na mnie, a potem na cały stół.
„Podczas kolacji pod koniec listopada Lucas rzucił widelcem w Claire. Potem nazwał ją „pokojówką”.
Nikt się nie ruszył.
„Zaśmiałam się” – kontynuowała, a jej głos już się łamał.
Powtórzyłam to dla pozoru, ale nie poprawiłam. Bo prawda jest taka, że to ja użyłam tego słowa w odniesieniu do mojej siostry.
Słowo „prawda” zdawało się upaść na stół z siłą ciężkiego przedmiotu.