Élodie miała na sobie elegancką czarną sukienkę.
Thomas Vasseur przyszedł z butelką burgunda i uśmiechem mężczyzny przyzwyczajonego do wchodzenia do rodziny przez drzwi zaufania.
„Claire” – powiedział, całując ją w dłoń. „Gratulacje z okazji nowego rozdziału. Zasłużyłeś na to”.
Claire patrzyła na niego.
Długo.
„Jak miło, Thomasie”.
Usiedli do jedzenia.
Kolacja rozpoczęła się z tą francuską uprzejmością, która sprawia, że wojna wydaje się rodzinnym posiłkiem.
Rozmawiali o pogodzie.
O cenach nieruchomości.
O strajkach.
O restauracji w Deauville.
Potem Thomas odstawił kieliszek.
„Claire, skoro już o tym mowa… skoro masz otrzymać znaczną sumę, czy myślałaś o reorganizacji swojego majątku?”
Antoine spojrzał na swój talerz.
Élodie obserwowała matkę z wystudiowaną delikatnością.
Claire powoli odłożyła serwetkę.
„Jakie to dziwne, że mnie o to pytasz”.
Thomas uśmiechnął się z opanowaniem.
„To po prostu rozsądne. W twoim wieku trzeba przewidywać.
W twoim wieku.
Claire poczuła, jak słowa spadają na stół niczym policzek.
Uśmiechnęła się.
„Tak. Trzeba przewidywać.”
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Antoine podniósł wzrok.
„Spodziewasz się kogoś?”