— Faktury AM Conseil Patrimoine.
Twarz Antoine’a zbladła.
— Claire, czy mogę wyjaśnić?
likier…
„Nie” – powiedziała.
Tylko jedno słowo.
Ale to zabrzmiało jak trzaśnięcie drzwiami.
Élodie zaczęła drżeć.
„Mamo, chciałam tylko pomóc tacie. Myślałam…”
Claire w końcu zwróciła na nią wzrok.
To nie był gniew.
Było gorzej.
Wyraz rozpaczy.
„Nie, Élodie. Nie chciałaś pomóc ojcu. Chciałaś mnie ukarać.”
Élodie otworzyła usta.
Nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Claire kontynuowała cicho.
„Miałaś prawo być na mnie zła. Miałaś prawo powiedzieć mi, że za długo mnie nie było. Miałaś prawo pytać mnie, dlaczego moja praca tak często pojawia się przed twoimi występami, twoimi urodzinami, twoimi łzami. Posłuchałabym. Cierpiałabym. Przeprosiłabym.”
Jej oczy w końcu zabłysły.
Ale nie płakała.
„Ale nie miałeś prawa kraść mi życia”.
Antoine wstał.
„Możemy nadal rozmawiać. Jesteśmy rodziną”.
Claire zaśmiała się krótko.
Beznadziejnie.