„Nie przyszłam prosić o pieniądze” – powiedziała łamiącym się głosem. „Przyszłam prosić o wybaczenie”.
Claire patrzyła na nią.
Długo.
Potem się cofnęła.
„Proszę wejść”.
Usiadły w kuchni.
Tej samej kuchni, gdzie kilka miesięcy wcześniej zdrada nosiła czuły ślad.
Claire zrobiła kawę.
Élodie położyła list na stole.
„Miałam do ciebie żal” – mruknęła. „Przez długi czas. Ciągle myślałam, że wybrałaś pracę zamiast mnie. Że tata został. Że rozumiał. Że też cierpiał.”
Spuściła głowę.
„A Thomas to podsycał. Tata też. Wmówili mi, że to sprawiedliwe.”
Claire słuchała.
Nie przerywając.
Élodie w końcu zapłakała.
Niepięknie.
Nie z umiarem.
Płakała jak dziecko, które za późno uświadamia sobie, że zraniło jedyną osobę, która kochała je bezwarunkowo.
„Nie proszę cię, żebyś zapomniała” – powiedziała. „Wiem, że na to nie zasługuję. Ale chcę to naprawić. Nawet jeśli zajmie to dziesięć lat.”
Claire poczuła, jak ściska jej się serce.
Miłość matki jest niesprawiedliwa.
Nie znika, kiedy powinna.
Pozostaje.
Zraniona.
Nieufna.