Oczywiście nie w gotówce.
Część pochodziła z akcji, część z nadzwyczajnych odpraw, odroczonych premii, umowy o doradztwo w zakresie przejścia na emeryturę i dodatkowej emerytury starannie wynegocjowanej przez zarząd.
Claire ustaliła kwotę.
12,8 miliona.
Przez kilka sekund nic nie słyszała.
Nie widziała już okien wieży, ani szarego nieba nad Paryżem, ani maleńkich samochodzików sunących jak zabawki po obwodnicy.
Przeżywała na nowo nieprzespane noce.
Pociągi do Lyonu o świcie.
Loty do Brukseli, Genewy, Marsylii.
Spotkania w dniu swoich urodzin.
Zimne obiady w biurze, gdy wszyscy inni już poszli do domu.
Szkolne przedstawienia córki, na które zawsze przychodziła za późno, zdyszana, wciąż w garniturze, z poczuciem winy przyklejonym do niej niczym odór.
Przeżywała na nowo wszystko, co poświęciła.
I pomyślała z naiwnością, która później niemal ją zawstydziła:
Cóż, było warto.