Zarzuty, które przygotowywali.
Kiedy skończyła, Isabelle zadała tylko jedno pytanie:
„Czy podpisałeś/aś ostateczne dokumenty dotyczące twojego wyjazdu?”
„Nie. Mam dziesięć dni roboczych”.
„Idealnie”.
Claire zmarszczyła brwi.
„Idealnie?”
„Tak. Bo dopóki wierzą, że nic nie wiesz, nie walczą z tobą. Walczą z twoją naiwną wersją”.
Zapadła cisza.
Potem Isabelle dodała:
„A ta kobieta właśnie umarła”.
Ciarki przeszły Claire.
Isabelle poprosiła ją, żeby z nikim się nie konfrontowała.
Wracała do domu.
Zachowywała się normalnie.
Uśmiechała się.
Niczego nie ruszała.
Przyniosła jej wszystkie dokumenty jutro rano.
„Najtrudniej będzie dziś wieczorem” – ostrzegła. „Będziesz musiała zjeść z nimi kolację. Będziesz musiała patrzeć im w twarze i udawać, że wciąż wierzysz w ich miłość”.
Claire zamknęła oczy.
„Nie wiem, czy dam radę”.
„Jeśli chcesz chronić swoją przyszłość, Claire, musisz się uśmiechać do tych, którzy cię właśnie dźgnęli”.
Wróciła do domu o 19:02.
Antoine piekł okonia morskiego w piekarniku z cytryną i tymiankiem.
Élodie była w kuchni z kieliszkiem szampana w dłoni.
„Mamo!” powiedziała z uśmiechem. „Wróciłaś wcześniej… dobre wieści?”
Claire podeszła bliżej.
Córka ją pocałowała.
Poczuła ramiona Élodie na swojej szyi.
I coś w niej pękło bezgłośnie.
„Tak” odpowiedziała Claire. „Bardzo dobre wieści”.
Antoine pocałował ją w policzek.
„Więc musimy to uczcić”.
Claire się uśmiechnęła.
A gdy nalewał szampana…