Rozdział 1: Anatomia pęknięcia
Późnopopołudniowe słońce sączyło się przez żaluzje mojego biura w centrum miasta, tnąc pomieszczenie na długie, złote wstęgi na mahoniowym biurku. To była przestrzeń, którą zaprojektowałam jako fortecę – sanktuarium planów, stali i szkła, gdzie spędziłam więcej nocy, niż odważyłam się przyznać. Właśnie mozolnie pracowałam nad schematami konstrukcyjnymi Centrum Morrisona, a mój długopis unosił się nad anomalią nośną w pobliżu wschodniego holu, gdy mój telefon zawibrował na polerowanym drewnie.
Na wyświetlaczu widniał napis: Isabella Griffin.
Moja córka.