Ale w noc poślubną, gdy drżącą ręką uniosłam kołdrę, odkryłam prawdę, której nigdy bym sobie nie wyobraziła.
Całą moją młodość pochłonęły nieudane romanse.
Niektórzy mężczyźni mnie zdradzali.
Inni trzymali mnie blisko siebie jak walizkę na dworcu kolejowym, tylko na tyle długo, żeby zdążyć na pociąg gdzie indziej.
A ja, rok po roku, wierzyłam, że następny będzie inny.
W wieku trzydziestu lat wciąż miałam nadzieję.
W wieku trzydziestu pięciu lat udawałam, że ją mam.
W wieku czterdziestu lat nie byłam już pewna, czy czekam na miłość…
Czy po prostu na koniec tego zmęczenia.
Moja matka często patrzyła na mnie z tą mieszaniną czułości i troski, którą tylko matki potrafią znieść bez słowa.
Pewnego niedzielnego popołudnia, gdy deszcz spływał po szybach jej małego mieszkania w Montreuil, postawiła filiżankę z kawą na stole i przemówiła do mnie niemal błagalnym głosem.
„A gdybyś wyszła za mąż za Mathieu?”