Otworzyło się.
Dni zaczęły mijać powoli.
Nasz dom był mały, ale miał duszę.
Rano Mathieu wstawał przede mną.
Słyszałem, jak chodzi po kuchni, jego kroki były lekko nierówne.
Wtedy zapach kawy wypełniał dom.
Zawsze stawiał obok mnie filiżankę.
Nigdy nie wygłaszając długiej przemowy.
Po prostu:
„Kawa gotowa”.
Potem otwierał swój warsztat na podwórku.
Sąsiedzi wpadali z zepsutym sprzętem AGD:
suszarką do włosów,
starym ekspresem do kawy,
radiem, które dostał od dziadka,