— Nie.
— Nawet wtedy, gdy wiedziałaś, że cię nie kocham?
Spojrzał na mnie z tym samym spokojem, który tak mnie zaniepokoił tamtej pierwszej nocy.
— Miłość nie zawsze zaczyna się w tym samym momencie dla obojga.
Jego słowa zawisły między nami.
Poczułam, jak powoli narasta we mnie ciepło.
To nie była gwałtowna namiętność.
To nie był oszałamiający przypływ emocji.
To nie była paląca iluzja, którą całe życie myliłam z miłością.
Było głębsze.
Spokojniejsze.
Bardziej realne.
Tej nocy w domu panowała cisza.
Leżeliśmy obok siebie.
Jak zawsze, Mathieu zachowywał między nami pewien dystans.
Wpatrywałam się w sufit.
Potem odwróciłam głowę.
Jego oczy były zamknięte.
Jego twarz wydawała się spokojna.
Jego dłoń spoczywała na kocu, kilka centymetrów od mojej.
Latami szukałam kogoś, kto sprawi, że poczuję się pożądana.
Ale Mathieu zrobił coś rzadszego.
Sprawił, że poczułam się bezpiecznie.
Bez namysłu poruszyłam dłonią.
I wzięłam jego.
Jego oczy otworzyły się natychmiast.
„Claire?”
Moje serce waliło jak młotem.
„Mathieu…”