pożółkła lampka nocna,
fotografia
Zdjęcie młodszej Madeleine, spoczywające na komodzie,
i delikatny zapach mydła marsylskiego.
Usiadłam na skraju łóżka.
Dłonie mi drżały.
Nie bałam się Mathieu.
Nie do końca.
Bałam się tego, co symbolizowała ta noc.
Bałam się, że będę musiała odgrywać rolę żony, kiedy moje serce jeszcze nie dotarło do tego domu.
Bałam się, że popełniłam nieodwracalny błąd.
Drzwi cicho się otworzyły.
Mathieu wszedł, lekko utykając, ze szklanką wody w dłoni.
„Proszę” – powiedział cicho. „Napij się. To ci pomoże się uspokoić”.
Wzięłam szklankę, nie śmiąc spojrzeć mu w oczy.
Ostrożnie zgasił światło, jakby bał się nawet zakłócić ciemność.
Potem odsunął kołdrę i usiadł na skraju łóżka.
Cisza była tak gęsta, że można było jej dotknąć.
Zamknęłam oczy.
Moje serce biło tak szybko, że niemal słyszałam pulsowanie krwi w skroniach.
Czekałam.
Nie wiedziałam dokładnie na co.