Isabella weszła na końcu kolejki, oddzielona od pozostałych. Poruszała się z cichą, porażającą pewnością siebie. Złote sznury lśniły w świetle reflektorów. H
Uniosła głowę wysoko i po raz pierwszy w życiu nie spojrzała w stronę pierwszego rzędu, szukając aprobaty.
Candace gwałtownie podniosła głowę. Jej twarz zmieniła kolor z bladej kości słoniowej na plamistą, spanikowaną czerwień. Jej oddech zamarł w ostrym, słyszalnym syku.
„Jak… jak ona tu jest?” wyszeptała, a jej ręce drżały, gdy ściskała designerską torebkę.
„Przyszła, żeby ukończyć studia, Candace” – powiedziałam. „I okazuje się, że zrobi to z klasą”.
Rozdział 4: Dźwięk walącego się domu
Ceremonia przebiegała z bolesnym, zwolnionym tempem wypadku samochodowego.
Wręczono nagrody. Chór odśpiewał wznoszący się, pełen nadziei hymn. Przez cały ten czas Candace siedziała obok mnie niczym posąg wyrzeźbiony z soli. Czułam bijącą od niej szaloną energię – dźwięk jej mózgu desperacko próbującego znaleźć sposób, żeby to wszystko obrócić w żart. Wyszeptała zaciekle do swojej matki, Lynn, której twarz wykrzywiła się w maskę czystej, arystokratycznej pogardy.
„Powiedziałaś wszystkim, że jest chora” – syknęła Lynn do córki. „Wyglądasz jak idiotka, Candace”.
„Zajmę się tym” – odszepnęła Candace, choć jej głosowi brakowało zwykłego żelaza.
W końcu dyrektor Rice wróciła na podium. W sali zapadła cisza.