Stałe.
Aleksander podniósł wzrok.
Kobieta szła ulicą z papierową torbą w jednej ręce i kwiatami w drugiej.
Jej włosy były po prostu związane.
Miała brązową cerę.
Jej twarz była pogodna, twarz kogoś, kto przetrwał burze, nie tracąc przy tym dobroci.
Kiedy zobaczyła mężczyznę siedzącego przed domem, zwolniła.
Potem zatrzymała się całkowicie.
Torba lekko osunęła się po jej nodze.
Ich oczy się spotkały.
Czas zdawał się stać w miejscu.
Jakby wszystkie minione lata nagle zniknęły.
Ona odezwała się pierwsza.
„Alexandre?”
Wstał.