Lyon lśnił przez okna jak obce miasto.
Otworzył plik na komputerze.
Pięć lat badań.
Trzech prywatnych detektywów.
Setki godzin.
Tysiące dokumentów.
Niewiarygodne sumy wydane na znalezienie kobiety, po której zachował tylko imię, wspomnienie i kawałek wstążki.
Raport końcowy był jasny.
Wszystkie tropy zostały wyczerpane.
Imię Marianne Diallo było zbyt popularne, by umożliwić jednoznaczną identyfikację. Jej rodzina opuściła okolicę po 2010 roku.
Nie znaleziono nowego adresu.
Żadna wystarczająco szczegółowa dokumentacja nie doprowadziła go do niej.
Alexandre powoli zamknął teczkę.
Przez kilka sekund stał nieruchomo, wpatrując się w swoje odbicie w czarnym ekranie.
Władny mężczyzna.
Bogaty mężczyzna.
Szanowany mężczyzna.
A jednak głęboko pusty.
Ujął małą ramkę w palce.
Czerwona wstążka wydawała się niemal krucha, na skraju zniknięcia.
Głos mu się ledwo załamał, gdy wyszeptał:
„Gdzie jesteś, Marianne?”
Po raz pierwszy od dawna poczuł coś na kształt autentycznego zmęczenia.
Nie zmęczenia pracą.
Nie zmęczenia podróżami, kontraktami czy negocjacjami.
Nie.
Znużenia poszukiwania w milczeniu kogoś, kogo nigdy nie przestałeś kochać…
i zaczynania strachu, że możesz jej już nigdy nie znaleźć.
CZĘŚĆ 2
Biedny chłopiec, który obiecał małej czarnoskórej dziewczynce, która go karmiła, żeni się z tobą: „Kiedy będę bogaty, ożenię się z tobą” – wrócił po latach.
Dwa tygodnie później Alexandre podjął decyzję, która zaskoczyła wszystkich w firmie.
Odwołał trzy ważne spotkania.
Przełożył podpisanie ważnego kontraktu.