„Tak”.
Z niedowierzaniem podeszła kilka kroków bliżej.
„To niemożliwe…”
Alexandre wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki małą oprawkę do szkła.
Czerwoną wstążkę.
Wyblakły kawałek materiału.
Oczy Marianne natychmiast napełniły się łzami.
„Trzymałeś ją…” mruknęła.
„Przez cały ten czas”.
Zakryła usta dłonią.
„Myślałam… Myślałam, że o mnie zapomniałeś”.
Alexandre pokręcił głową.
„Nigdy”.
Zapadła między nimi głęboka cisza.
Nie pusta cisza.
Cisza wypełniona wszystkim, co nigdy nie przestało istnieć.
Rozmawiali godzinami.
Najpierw na ławce.
Potem w małym salonie babci.