A potem znowu na zewnątrz, kiedy światło zgasło, a okolica ucichła.
Marianne opowiedziała mu o trudnych latach.
Pośpiesznej przeprowadzce.
Dorywczych pracach.
Nieustannej nauce.
Poświęceniach.
Wyczerpaniu.
Spornych upokorzeniach.
I tej cichej sile, która powstrzymywała ją przed załamaniem.
Została nauczycielką w szkole podstawowej niedaleko stamtąd.
„Lubię pomagać dzieciom, które przychodzą do szkoły głodne” – powiedziała z cichym uśmiechem. „Wiem, co to znaczy”.
Aleksander poczuł, jak coś ściska go w piersi.
„Tak jak ty mnie”.
Spojrzała na niego.
Długo.
„Więc wszystko pamiętasz”.
Zaśmiał się cicho, bez radości.
„Nigdy nie przeżyłem ani jednego dnia, żeby go nie pamiętać”.
Oczy Marianne lekko się rozszerzyły.
Wtedy Alexandre powiedział jej prawdę.
Pięć lat badań.
Prywatni detektywi.
Akta.
Wydane pieniądze. Dzielnice kupowane niemal na chybił trafił, z absurdalną nadzieją na trop.
Pustka, która towarzyszyła mu przez cały ten czas.
Marianne delikatnie pokręciła głową, zrozpaczona.
„To wszystko… dla małej dziewczynki, która dała ci połowę swojej kanapki?”
Alexander spojrzał jej prosto w oczy.