Ale tym razem był to szczery uśmiech.
„Tak. Ale nigdy nie zapomniałem”.
Spojrzała na wstążkę.
Potem na niego.
Potem znowu na wstążkę.
„Spóźniłeś się o dwadzieścia dwa lata, Aleksandrze Morel”.
Westchnął nerwowo.
„Wiem”.
Marianne podeszła bliżej.
A potem jeszcze jeden.
Ich twarze dzieliła teraz niewielka odległość.
„W takim razie będziesz potrzebowała bardzo dobrej wymówki.”
„Spędziłam tyle czasu szukając cię.”
Tym razem zaśmiała się przez łzy.
Lekkim, delikatnym, niemal niedowierzającym śmiechem.
Potem wzięła czerwoną wstążkę w palce.
Jej oczy zabłysły.
„W takim razie… chyba mogę ci wybaczyć.”
Aleksander się nie poruszył.
Czekał.
Jak dziecko czekające na cud.
Marianne spojrzała na niego.
I szeptem powiedziała: