Jego głos był cichy, ale absolutnie pewny.
„Nie. Dla jedynej osoby, która dała mi coś, kiedy nic nie miałem. Dla tej, która zmieniła moje życie, nie prosząc o nic w zamian”.
Marianne spuściła wzrok.
Wyglądało to tak, jakby próbowała się powstrzymać.
jej łzy.
Cisza między nimi stawała się coraz bardziej czuła.
Bliższa.
Bardziej realna.
Wtedy Aleksander wsunął rękę do kieszeni.
Nie wyjął luksusowego pierścionka, ani kosztownego etui, ani żadnego symbolu swojego bogactwa.
Tylko nową czerwoną wstążkę.
Prostą.
Cienką.
Niemal dziecinną.
Wyciągnął ją do niej.
„Dawno temu złożyłem obietnicę”.
Marianne podniosła wzrok, a na jej ustach pojawił się drżący uśmiech.
„Dzieci obiecują wiele rzeczy”.
Ojciec odwzajemnił uśmiech.