Gratulacje.
Uściski dłoni.
Formalne uśmiechy.
Przemówienia o wzroście, marżach, nowych transakcjach na rynku nieruchomości.
Alexandre odegrał swoją rolę perfekcyjnie.
Uśmiechał się, kiedy powinien był się uśmiechnąć.
Odpowiadał, kiedy powinien był odpowiedzieć. Mówił o wizji, strategii i ekspansji, jakby wciąż w to wierzył.
Ale w głębi duszy nic nie czuł.
Po spotkaniu jego partner, Charles Rivière, odsunął go na bok.
„Wszystko w porządku?” zapytał.
„Tak”.
Charles westchnął, zmęczony słuchaniem tej odpowiedzi.
„Mówisz mi „tak” od pięciu lat, Alexandre. Pięć lat skupowania gruntów i budynków na południu Lyonu, kiedy prawie nic to nie daje. Chcesz wyjaśnić dlaczego?”
Alexandre milczał.
Charles wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę.
Potem jego głos lekko przycichł.
„To przez tę dziewczynę, prawda? Tę, której szukałeś latami”.
Alexandre zacisnął szczękę.
Charles kontynuował mimo to.
„Może nie chce być znaleziona”.
Alexandre powoli odwrócił głowę w jego stronę.
Jego spojrzenie stało się zimne.
„Nigdy więcej tego nie mów”.
Charles uniósł ręce w geście pojednania, ale szkoda już została wyrządzona.
Gotowe.
Bo w końcu ubrał w słowa to, co dręczyło Alexandre’a od lat.
Ta obsesja nigdy nie zniknęła.
Pogarszała się jeszcze bardziej wraz ze wzrostem jego majątku.
Im więcej zarabiał, tym cięższa stawała się nieobecność.
Im większy odnosił sukces, tym bardziej czuł, że zostawił za sobą jedyną rzecz, która naprawdę się liczyła.
Tego wieczoru Alexandre został sam w swoim biurze.