Nie zagrał.
Tylko położył na nich dłoń.
— Przepraszam, tato — szepnął.
Pan Krzysztof odwrócił twarz.
Policjant patrzył w bok.
Ja nie próbowałam ukrywać łez.
Sprawa Roberta Wolskiego trwała miesiącami. Okazało się, że nie tylko zatrzymywał pieniądze Mai. Fałszował rachunki, pobierał świadczenia, sprzedawał sprzęt medyczny przekazany przez fundacje i przedstawiał dziewczynkę jako “niewdzięczną” za każdym razem, gdy próbowała o coś poprosić. Sąsiedzi zeznali, że często słyszeli krzyki. Fizjoterapeutka pokazała wiadomości, w których błagała go o zakup nowego wózka. Szkoła przekazała notatki, za późno, ale jednak.
Maja trafiła tymczasowo do swojej ciotki, siostry zmarłej matki, pani Elżbiety, która od dawna próbowała odzyskać z nią kontakt, ale Robert wmawiał wszystkim, że “ciotka chce tylko świadczeń”. To była kolejna jego kłamliwa tarcza.
Pierwszy raz zobaczyłam Maję u nas w domu w grudniu.
Przyjechała nowym wózkiem, tym granatowym, dobrze dopasowanym. Miała różowy sweter i włosy splecione w warkocz. Oskar otworzył jej drzwi z takim napięciem, jakby przyjmował królową.
— Cześć — powiedział.
— Cześć — odpowiedziała.
Wjechała do przedpokoju, rozejrzała się i zobaczyła gitarę na ścianie.
— Wróciła.
Oskar kiwnął głową.
— Tak.