Ten detal przebił mnie jak igła. Nie tylko stracił pamiątkę. Ktoś dorosły wykorzystał jego pośpiech i dobre serce.
— Oskar, dlaczego nie powiedziałeś mi o Mai?
— Bo bałem się, że powiesz, że nas nie stać.
Nie zaprzeczyłam od razu.
Bo może bym tak powiedziała.
Nie dlatego, że nie chciałabym pomóc. Dlatego, że życie nauczyło mnie liczyć każdą złotówkę jak żołnierza na wojnie. Po śmierci Marka wszystko stało się rachunkiem: czynsz, prąd, leki, buty, obiady, bilety. Czasem człowiek tak długo walczy o przetrwanie, że zaczyna mylić ostrożność z obojętnością.
— Może bym powiedziała — przyznałam. — Ale potem znalazłybyśmy sposób. Razem.
Oskar pokręcił głową.
— Nie chciałem, żeby Maja czekała. Ona już tyle czekała.
Nie miałam odpowiedzi.
Przytuliłam go tylko, a on najpierw zesztywniał, bo czternastoletni chłopcy udają, że matczyne ramiona są niewygodne. Potem pękł. Schował twarz w moim ramieniu i zapłakał tak, jak nie płakał nawet po pogrzebie ojca.
— Tęsknię za nim — wyszeptał.
— Ja też.
— Myślisz, że jest zły?
Pogłaskałam go po włosach.
— Myślę, że gdyby tu był, poszedłby do tego komisu, zrobił awanturę, potem kupił Mai jeszcze lepszy wózek, a na końcu powiedziałby, że jesteś lepszym człowiekiem niż on.
Oskar zaśmiał się przez łzy.
— Tata nie mówił takich rzeczy.
— Mówił. Tylko rzadko na trzeźwo ze wzruszenia.