„Ale nie dlatego, że moja matka cię zdradziła”.
Gestem wskazałam na Mathieu.
Duży ekran w salonie rozświetlił się wynikami badań laboratoryjnych.
Potem spojrzałam w stronę regału z książkami.
„Manon… możesz wejść”.
Kiedy przekroczyła próg, cały salon zdawał się tracić panowanie nad sobą.
Manon miała brodę Adriena.
Ciemne oczy Étienne’a.
I chód mojej matki.
Nawet bez DNA, wszystko było na swoim miejscu.
Ale ja miałam DNA.
„Urodziła się jedenaście minut po mnie w szpitalu położniczym Sainte-Claire” – powiedziałam. Studentka pielęgniarstwa podmieniła dwójkę dzieci. Szpital odkrył błąd tej samej nocy… i postanowił go zatuszować.
Martine wstała.
Jej głos drżał.
„Byłam tam. Claire Delacroix nigdy nie zdradziła męża. Administracja kazała nam milczeć. I wstydzę się tego od dwudziestu ośmiu lat”.
Wyświetliłam na ekranie kopię rejestru.
Oświadczenie poświadczone notarialnie.