Pierwszą rzeczą, jaką Vanessa Vale zrobiła, gdy mnie zobaczyła, był śmiech z jedzeniem w ustach. Drugą rzeczą, jaką zrobiła, było zeskrobanie sterty zimnych resztek na cienki papierowy talerzyk i przyciśnięcie go do mojej piersi, jakbym wciąż była tą stypendystką, która chowała się za salą gimnastyczną, żeby jeść lunch sama.
„Proszę” – oznajmiła na tyle głośno, żeby usłyszała to cała sala zjazdowa. „Za dawne czasy”.
Sałatka ziemniaczana zsunęła się z krawędzi. Kość kurczaka stuknęła o moją czarną sukienkę. Wokół nas trzydziestu byłych kolegów z klasy odwróciło się, by na mnie popatrzeć, uśmiechając się z tym samym słabym, głodnym okrucieństwem, które aż za dobrze pamiętałam.
Dziesięć lat zniknęło w jednej chwili.
Znów miałam szesnaście lat, stałam w stołówce z mlekiem kapiącym z włosów, podczas gdy Vanessa trzymała w jednej ręce mój prywatny dziennik i czytała moje najgłębsze lęki do mikrofonu skradzionego z kółka teatralnego.