Ja odkupiłem stary dom mojego ojca, odnowiłem werandę i zasadziłem lawendę tam, gdzie kiedyś rosły dzikie chwasty.
Pewnego wieczoru przyszedł list bez odpowiedzi. Adres.
Nigdy go nie otworzyłem.
Położyłem go przy kominku, patrzyłem, jak płomienie chwytają róg, i zdałem sobie sprawę, że nic ciężkiego nie pozostało mi w piersi.
Żadnego gniewu.
Żadnego strachu.
Tylko spokój.
Wtedy zadzwonił mój telefon. Kolejny klient. Kolejne ukryte kłamstwo czekało.
w stosie liczb.
Odpowiedziałem z uśmiechem.
„Mówi Nora Bell”.