Jego gardło wyraźnie drgnęło.
Wtedy właśnie atmosfera w sali balowej się zmieniła. Śmiech przeszedł w szepty. Telefony na chwilę przycichły, a potem znów się odezwały z zupełnie innych powodów.
Vanessa wbiła wypielęgnowane paznokcie w kartkę. „Znasz mojego męża?”
„Znam jego numery”.
Grant podszedł bliżej. „To nie jest odpowiednie miejsce na to”.
„Nie” – powiedziałam spokojnie. „To jest dokładnie to miejsce”.
Vanessa odwróciła się gwałtownie w jego stronę. „Jakie numery?”
Cofnęłam się lekko, żeby lepiej widzieć salę. „Vale Properties kupiło w zeszłym roku trzy budynki mieszkalne dla osób o niskich dochodach. Obiecali remonty, zebrali miejskie dotacje na przebudowę, a potem przekierowali pieniądze za pośrednictwem sprzedawców nieruchomości”.
Twarz Granta poszarzała.
Vanessa znów się zaśmiała, ale teraz zabrzmiało to krucho. „To szaleństwo”.
„Naprawdę?” – zapytałam. „Bo dwóch z tych sprzedawców nieruchomości jest zarejestrowanych pod twoim panieńskim nazwiskiem”.
Jej usta zatrzasnęły się z trzaskiem.
No i stało się.
Pierwszy trzask.