Lekko przechyliłam głowę. „Dziękuję.”
Jej oczy rozszerzyły się w chwili, gdy uświadomiła sobie, co właśnie przyznała przed połową naszego rocznika, dwoma lokalnymi reporterami i inspektorem ds. budownictwa mieszkaniowego, stojącym przy barze w granatowym garniturze.
Zaprosiłem go jako osobę towarzyszącą.
Spokojnie podszedł bliżej, unosząc już odznakę. „Panie i pani Vale, musicie iść ze mną oboje”.
Vanessa natychmiast się cofnęła. „Nie. Nie, to spotkanie absolwentów. To impreza”.
„Tak” – odpowiedziałem.
Ekran za nami znów się zmienił.
Przelewy bankowe.
Fałszywe umowy z dostawcami.
Zdjęcia remontów skopiowane z projektów w innych miastach.
E-maile z imieniem Vanessy zaznaczonym na jaskrawożółto.
Potem pojawiły się oświadczenia lokatorów.
Starsi mieszkańcy bez ogrzewania.
Samotna matka, której zawalił się sufit.
Weteran trafił do szpitala po tym, jak w jego mieszkaniu rozprzestrzeniła się czarna pleśń.
Każde zdanie było cięższe od poprzedniego.