Tłum już nie wyglądał na rozbawionego.
Wyglądali na chorych.
Vanessa rozpaczliwie szukała wsparcia na ich twarzach i znalazła tylko telefony rejestrujące jej załamanie.
„Powiedz im!” krzyknęła do Granta. „Powiedz im, że to był twój pomysł!”
Grant patrzył na nią, jakby stała się kimś nie do poznania.
„Mój pomysł?” warknął. „Podpisałeś wszystkie zgody!”
„Zmusiłeś mnie do tego!”
„Błagałeś mnie, żebym się szybciej rozwijał!”
Ich imperium rozpadło się publicznie – nie elegancko, ale rozpaczliwie. Chciwość nigdy nie umiera z godnością.
Patrzyłam, nie podnosząc głosu.
Tego właśnie Vanessa nie mogła zrozumieć.
Spodziewała się łez. Wściekłości. Drżących rąk. Spodziewała się dawnej Nory – dziewczyny, z której wyśmiewała całą szkołę.
Ale dawna Nora ją przetrwała.
Kobieta, która teraz tu stała, miała wezwania sądowe, umowy, świadków i spokój tak zimny, że aż parzący.
Vanessa odwróciła się do mnie, a tusz do rzęs wyżłobił czarne strumienie na jej policzkach. „Zaplanowałaś to?”
„Tak.”