Dreszcz przebiegł przez salę sądową.
Odwróciłem głowę w stronę urzędniczki.
„Przeczytaj postanowienie o połączeniu”.
Wstała i zaczęła czytać wyraźnie.
Na mocy postanowienia wydanego w trybie pilnym o godzinie 8:14 rano, postępowanie w sprawie rozwiązania małżeństwa Delorme przeciwko Delorme zostało tymczasowo połączone, w celu przedstawienia dowodów, z zapieczętowanym aktem dotyczącym ukrywania finansów, nielegalnego transferu aktywów, aktów zastraszania strony, manipulowania dowodami i podejrzenia utrudniania postępowania. Przedstawienie i poświadczenie akt powierzono Maître Camille Reynaud, prawnikowi zarejestrowanemu w Izbie Adwokackiej w Paryżu, dawniej specjalizującemu się w sporach handlowych, a obecnie specjalnemu sprawozdawcy komisji etyki finansowej.
Wszystkie twarze przede mną zmieniały się w miarę jak słowa się piętrzyły.
Wyraz twarzy Alexandre’a nie zniknął od razu.
Pękał stopniowo.
Najpierw niezrozumienie.
Potem kalkulacja.
A potem ta powolna, straszna świadomość: milcząca żona, którą pogardzał, należała do prawniczego świata, którego nawet nie raczył sobie wyobrazić.
Valérie wydała z siebie dziwny dźwięk, coś pomiędzy protestem a westchnieniem.
„Specjalny Sprawozdawca?”
Patricia zwróciła się do syna z niemal zwierzęcą przemocą.
„Mówiłeś, że studiowała prawo lata temu. Mówiłeś, że tak naprawdę nigdy nie praktykowała”.
Alexandre nie odpowiedział.
Przypomniał sobie.
Drobnostki.
Szczegóły, które zepchnął do sfery czystej ozdobności, tak jak uprzywilejowani mężczyźni często lekceważą inteligencję kobiet, których nie muszą słuchać, żeby zostać obsłużonymi.
To, że czytam umowy szybciej niż jego doradcy.
To, że nigdy nie robiło na mnie wrażenia towarzystwo, któremu jego rodzina płaciła wygórowane honoraria.
Fakt, że kiedyś poprawiłem notariusza w sprawie klauzuli w umowie o podział majątku, zanim pozwoliłem Patricii się roześmiać i sprowadzić mnie do roli „pilnego, dobrego ucznia”.
Pomylił powściągliwość z ograniczeniami.
Zamknąłem pierwszą teczkę i otworzyłem drugą.
„Wydawaliście się wszyscy bardzo pewni siebie na korytarzu” – powiedziałem. „Zobaczmy, czy ta pewność siebie wytrzyma próbę czasu”.
Nikt się nie odezwał.