I kaseta magnetofonowa.
Nigdy wcześniej nie widziałem kasety, poza starymi filmami.
Mathieu podniósł ją, jakby mogła poparzyć palce.
„Mój ojciec spędził całe życie, próbując udowodnić, że to Gérard zlecił podpalenie. Ale Gérard miał znajomości. Prawników. Wybranych urzędników. Pieniądze. Sprawę zatuszowano.”
„A twój ojciec?”
„Został oskarżony o niewłaściwe postępowanie podczas operacji. Niektórzy nawet sugerowali, że pozwolił twojej matce umrzeć.
„To nieprawda”.
Moja odpowiedź padła natychmiast.
Pan Delcourt otworzył oczy.
Po raz pierwszy spojrzał na mnie bez wstydu.
Z pewnym kruchym zdumieniem.
Jakby nigdy nie spodziewał się usłyszeć tych dwóch słów.
„To nieprawda”.
Mathieu usiadł na brzegu łóżka.
„Mój ojciec stracił pracę. Swoją reputację. Żona zostawiła go na kilka lat. Pił. Miał koszmary. Często o tobie mówił. Nie z obsesji. Z poczucia winy. Chciał wiedzieć, czy przeżyłaś. Czy dorosłaś. Czy byłaś kochana”.
Przycisnęłam zdjęcie do piersi.
„To dlaczego zabraniasz mi tu wchodzić?”
Mathieu spuścił wzrok.
„Bo trzy lata temu, kiedy cię poprosiłem o rękę, mój ojciec rozpoznał twoje imię. Élise Martin. Dziewczynka z Croix-Rousse. Błagał mnie, żebym ci wszystko opowiedziała.
„A ty odmówiłaś”.
„Tak”.
To „tak” uderzyło mnie mocniej niż przeprosiny.
„Dlaczego?”
Uniósł głowę.
Jego oczy były zaczerwienione.
„Bo bałam się, że odejdziesz”.
Trzymałam się bez ruchu.