dla mojej rodziny.
Mathieu wstał.
Płakał.
Nie głośno.
Nie teatralnie.
Jak płaczą mężczyźni, którzy za późno zdają sobie sprawę, że zniszczyli to, co chcieli zachować.
„Elise, nie będę cię dziś prosić o wybaczenie”.
„Dobrze” – odpowiedziałam. „Bo nie mogę”.
Skinął głową.
„Rozumiem”.
Odwróciłam się w stronę pudełka.
„Ale chcę poznać całą prawdę”.
Następnego dnia pojechaliśmy do Lyonu.
Nie tylko we dwoje.
We troje.
Mathieu zorganizował prywatną karetkę dla ojca. Podróż do Croix-Rousse była długa i cicha. Na zewnątrz, pod bladym niebem, rozciągały się krajobrazy. Zimowe pola. Stacje benzynowe. Niebieskie znaki autostrady A6. Potem ukazały się wzgórza Lyonu.
Nie byłem w tej okolicy od czasów nastoletnich.
Przed moim starym domem ruiny zniknęły.
Na ich miejscu stał nowoczesny budynek, czysty, zbyt elegancki.
Na parterze agencja nieruchomości reklamowała jasne mieszkania z balkonami.